wtorek, 5 lipca 2016

Prac ogrodniczych ciąg dalszy

Cytat dnia:
"Ludzie, których kochamy ZAWSZE są piękni " :-)


Wczoraj pas pod krzaczkami wyczyściłam :-)


zostawiłam tylko roślinki jakby skalniaczkowate przyziemne niewypuszczające chabziogów :-)

       Pod winogronami już to wszystko zniknęło, oprócz irysa i piwonii, w bezsensownym miejscu siedzą :-(
Przesadziłabym bo straszliwie zmarniałe między krzakami malin, a winogronem.
Nie chcę zniszczyć ale do wielkich donic bym je dziabła, ale jak zmarnieją?! :-(
    Szalałam i nie obyło się bez ran, eeeh... nie mam żadnych narzędzi oprócz zardzewiałych pazurków i motyczki :-)
    Aż strach pomyśleć gdym dorwała jakieś leciutkie nożyce elektryczne lub, nie daj Bóg, piłę lekką i zgrabną :-) Śmieszne, do tej pory nie miałam żadnych zadrapań ani ran od kocich, teraz całe ręce poranione, dłonie w stanie krytycznym, więc od dzisiaj uczę się robić wszystko w domu i ogrodzie w rękawicach, ciężko idzie, zapominam nakładać tych gumiaków :-)
    Rwąc z impetem chwasty, pod agrestem, machnęłam ręką ku górze, i wbił się aż po samą podstawę kolec agrestowy długości 2cm,
poczułam jakby ktoś się zamachnął i dał zastrzyk, spojrzałam, a moje przedramię przyklejone do gałązki, głupio uczucie gdy trzymałam gałązkę odciągając rękę, bleh!

Chcę się pozbyć tych winogronek, wypuściły tylko jedną kiść i takie to zapuszczone i brzydkie :-(

tu też wszystkie roślinki wyrwałam bo zasłaniały krzaczki o było straszne zagęszczenie pod spodem
Podlewam codziennie azalię i odżyła :-) mimo, że po kwitnieniu to wypuściła jeden różowy pączek :-)




      Pomponiaste (nie pamiętam nazwy też krzaczka) też prawie były niewidoczne,
teraz dostały światełka, deszczyk dotarł do korzonków i byłam w szoku dzisiaj rano,
no nie ten sam krzak co parę dni temu :-)

     Ale zmartwiłam się nieco, zauważyliśmy, że poprzedni właściciel, wszystkie słupki umocowane w ogrodzeniu zalał maksymalnie starym paskudnym olejem silnikowym, beton na grubo zalany, Odskrobałam tam gdzie udało mi się dojść, ale pomysł od czapy, przecież to ma wpływ na ziemię i roślinki! :-(

     I juka com ją prawie wyszarpała, biorąc za chwasta zakwitła po wyjęciu na światło dzienne :-)
Roślinki wreszcie odzyskały wolność :-)

I pierwsze ziemniaczane zbiory.
Głęboko pod ziemią podczas wykopywania czosnku zahaczyłam przypadkiem, wielkim i nieporęcznym narzędziem, o łodygi ziemniaczane tom wygrzebała, łapskami niczym kret, co było pod krzakiem :-)


I już na obiad zestawik do zupy gotowy ;-)
     
Zebrałam wszystkie porzeczki, które rosły na marniuteńkim krzaczku, większość gałęzi martwych musiałam usunąć sekatorem :-( 
      Udało się też uratować troszkę wiśni przed szpakami, 
drzewko wysokie to i tak dla nich większość pozostała,  

Piękne kulki,
jak embrioniki :-)




niedziela, 3 lipca 2016

W nowym domu :-)

Na ścianach różne landszafciki, jeden przebija wszystko :-)
TAAAA DAAAMMM!


      Dziś pojechaliśmy na wieś kupić kosiarkę i podkaszarkę z OLXa,
pan dał nam 10 jajek od swoich kurek :-) mniej więcej wiemy jak się kosi trawę :-)
      Później już tylko wycieczka po węża, końcówki i złączki do niego. Kupiłam wycieraczkę antykurzową :-) przydałaby się jeszcze taka antybłotowa :-) Wywaliłam paskudne wiekowe i wytarte wycieraczki pookręcane ręcznikami lub szmatami, raaany co za przedpotopowe metody!
     Jutro czyli dziś (minęła 4 rano) wyrzucę dywan z korytarza wejściowego i planuję ściągnąć chodniki z 7 kondygnacji schodów (o mammma mija!) nie wiem jak to nazwać, 7 ciągów schodowych może ;-) no jakoś mi nie leżą te całe chodniczki rodem z PRLu, wolę goły beton, znaczy lastriko. Do każdego schodka chodniczek przymocowany jest prętem żeliwnym, ratuuunkuuu!
   Całą noc leje, wreszcie mokra ziemia i posieję nasturcje i rezedy :-) szkoda, że trwa mokra to nie pokosimy :-(
Kwiaty w skrzynkach i donicach przytaszczyłam i poustawiałam na balkonie 1go piętra, cześć poprzesadzałam.
    Na drugim piętrze zrobiłam tylko 4 doniczki :-( tam robię wszystko na biało z moich starych szkliwionych donic. I chcę kupić krzesełka na ten kuchenny balkon. Na strychu jest stara szafka wisząca pomalowana na biało, chyba zrobię z niej szafkę stojącą, po wymierzeniu jej i balkonu będzie pasowała idealnie, ale raczej na krótko bo to paździerz to nasiąknie i spuchnie. Jak kupimy siatkę dla kotów to będą miały leżankę :-)

   Altana, z bezpośrednio bliskim widokiem na wejście i ścianę domu, jest okropna, cała z żeliwnych prętów połączonych brzydko i zarośnięta pnączem. Jest jak mroczna czarna dziura i spędza mi sen z powiek, chcę całą rozwalić wraz z podłożem z płyt chodnikowych. Wyrzucić z niej stare i zarośnięte meble plastikowe, i całe tałatajstwo typu plastikowe donice, skrzynki, wiadra, szmaty i rękawice gumowe.
    Śmieci zebraliśmy tyle, że już worami zastawiamy trawnik, a końca nie widać :-( Multum worów z zielskiem, które wyrwałam.
Kupiliśmy ładny nowy śmietnik na kółkach na śmieci codzienne za całe 150zł - ździerstwo, brzydzimy się starego śmierdzącego kosza co bezpośrednio w niego ciepali brudy, bleh, i wywieziemy go na wysypisko.
Chcemy wywalić stelaż na inne śmieci, mamy już nowy z ALBY - ten dają gratis.


Stan opłakany, jeszcze ta nierówna wylewka!

     Wcześniej przywlokłam ze strychu pled i poduchy by ciut ocieplić atmosferę do obiadu i podjęłam próbę oczyszczenia stołu i ławki druciakiem.
I cóż, że zdarłam szary nalot, z części, skoro jest szorstka i się z niej sypie :-(
    Wolałabym ładne delikatne mebelki drewniane, ławkę, dwa fotele i niziutki stoliczek lub z techno rattanu. Piękne widziałam dzisiaj metalowe i siedziska z siateczki, mmm... jakie wygodne, ale cena za krzesełko 400zł, łooj!
  

Cały czas wywalamy tynki ze ścian spalonego komina, śmierdzi okrutnie, 
nasza ściana jeszcze nieruszona, a i tak cuchnie :-(

Wyłamałam dwa wysokie pnącza, niestety pozostała wbita w ziemię ogromna krata ze stalowych prętów. A jedna z wielu winorośli została wyrwana z flakami :-)

Pierwsze zbiory z ogrodu :-)




 Codziennie zbieram agrest i czerwoną porzeczkę :-)
 Hyc na chwil parę do ogródeczka i pełna jest miseczka! :-)

     
     Pierwsze ogóry małosolne.
No nie było czasu wcześniej, w tej całej gorączce przeprowadzkowej
Koper z ogrodu, liście winogron, porzeczki i wiśni i czosnek, za to ogórky kupione w sklepiku :-)

   I mój nowy nabytek, moja duma :-) hortensje różowa i niebieska :-)
Od dawna marzyłam by stać się posiadaczką tego kwiecia, są tak niezwykłe, cudne z tymi zmianami kolorów w zależności od kwaśności ;-) ziemi :-)
   Przepiękne, nie chcą tylko nowych pąków wypuszczać, martwię się, że zaraz przekwitnie i bedzie po ptokach :-(



 Już zakwitły ziemniaczki :-) i niedługo zbiory.
 Uwielbiam wykopywać, jak kret, te maciupkie kuleczki:-)

      Koty pasjami kochają bałagan i gałgany, no muszą zwalić swe ciałka tam gdzie jest najgorzej :-) Eh ta przedpotopowa amerykanka (albo ćapcian) z lat siedemdziesiątych,
my się usiąść boimy, za to koty ją ukochały (druga taka brzydula siedzi na strychy, brrrr) dla nas to ona jak szafa, rzucamy co popadnie ;-) a Czesiek jakoś od tyłu wpycha się do środka i w niej biega, szok! :-)
  Ot początku poszukiwaliśmy kabelka do kompa, po uprzątnięciu tego na czym śpi Eryk, się okazało, że tam kabel ukochany z wtyczką pomieszkuje :-)

     A tu w nocy Czesławik uwalony w towarzystwie wkrętarki i wiertarki, w objęciach trzymający książkę o urządzaniu strychu wow! :-) No kocur przeżywa, że jego państwo nieogarnięci!

     I kolejny ewenement :-)
Jedna wanna dwie baterie jednocześnie ku niej skierowane, heh! :-)
Pierwsza na gaz, druga na prąd, znaczy woda nie kran :-) i jeszcze oznakowania wody na odwrót pozamieniane.
Ot taka siurpriz! Myśleć,  że wrzątek się leje, potem wpakować tyłek do lodowatej wody i kwiczeć! :-)


    Piękne dzwonki, lecz cóż!

      Ja niedobra wyszarpałam wszystkie z korzeniorami, ogólnie multum kwiatów wykarczowałam do żywej ziemi, jakieś orliki, naparstnice, lwie paszcze, rumianki i sama nie wiem co jeszcze się pod łapska nawinęło :-)
      No nie podobują mnię się nakaszanione zarośnięte pod spodem krzaczki owocowe :-(
Tam ma być czysto albo coś przy samej ziemi, a nie krzaczory i badyle uschniętego kwiecia!
      Wieczorami, jak już padam na pysk, od biegania z ciężarami po piętrach, uskuteczniam, ostrą czystkę ogrodu do późnego zmroku, jakby tam było światło latarni skierowane to i całą noc bym młuciła zielsko :-)
      Jak na razie robota ręczna, nie dorobiłam się żadnych narzędzi :-( mam tylko parę rękawic podszytych gumą, no to łomoczę na ile siły pozwalają :-) Sporo też młodych krzaków malin wykarczowałam, niedobre przebijają rękawiczki i kaleczą dłonie ale i tak największe rany odnoszę zbierając agrest. Do agrestu to chyba rękawice z azbestu :-)


     Nie wiem co to za chwast ozdobny.
Konsultując się z sąsiadem zza płotu, podpowiedział, że to fioletowe osty. Ot odkrycie! :-)
Wysokie bardzo, i całkiem spore zarośla tego, no jeszcze nie doszłam tam taranem, czyli swą własną osobą, pancernych rękawic z blachy mi chyba potrzeba :-(

      Ciągle jemy to co ogrodowe.
O rukoli stary gospodarz nie wiedział, że ją ma, a ta rośnie w większości na ścieżkach, od sąsiada pewnie przylazła kochna taka.
   Z daleka pomyliłam z mleczem i szarp go za łodygi, a tu zapach znajomy i jakże miły :-) Multum tego w krzakach jagody kamczackiej siedzi. A same jagody mi się nie podobają, bezczelnie zarosły ogrom terenu dziody jedne, pryyych! Wykarczuję je, jeszcze nie wiem jak, ale rukola zostanie :-)

      Jedzenie to robię w locie, prawie nie śpię z ogromnego przemęczenia i wyczerpania,
durny organizm jakiś posiadam, zamiast paść na ryj i spać to czuwanie mu się włącza!

Sałatka:
szpinak,
trzy rodzaje sałat w tym rukola,
cebulka młoda bardzo,
ze sklepiku: żółta papryka i indyk com do marynowała w młodym czosnku i oliwie z przyprawami.

    Do zimnych sałat i warzyw gorący indyki ciap i przemieszałam tak by co zielone ciut zwiędło dla smaku :-) i do lodówki by się mocno schłodziło,
 jako dodatek młode ziemniorki zimniutkie z majonezem - multum kopru i szczypiorku z ogrodu :-)

       Szybki deser - kisielek z przetartych wiśni, agrestu i porzeczek, pogotowanych krótko w syropie cukrowym.
Wiśnie pycha prosto z drzewa, szpaki aż piszczą tak im smakują i drzewem wiuchają, chyba przenoszą owoce w paszczach, balkon na drugim piętrze uciapciały gadziny :-)

       Nie jestem zbytnio szczęśliwa. 
Nie mogę dostać się do czereśni, zarośnięte są malinami i ziemniakami, nijak przebrnąć do nich :-( jak tylko stalowe galoty nabędę to przelazę.

Wielkie zmiany czyli już mieszkamy w nowym domu :-)

     Pakowaliśmy i pakowali, potem przeprowadzka i wreszcie w nowym domu :-)
Dom jako taki nie nowy, bo starowinka do remontu tylko nowy jako miejsce :-)
     Już chyba tydzień mieszkamy, fotek trochę porobiłam ale cóż, w szale pakowania trudno spamiętać gdzie co się wsadziło i niestety pociorałam czytnik kart, buuu.
Dzisiaj się czytnik znalazł, więc nieziemsko zmęczona wreszcie zasiadłam by obejrzeć zdjęcia, nie mam siły na wsadzanie ich w ramy.

Eryk jakby czuł, co się święci, i się sam pięknie zapakował :-)

i zasnął



 puste mieszkanie więc się Czesiek na książkach uwalił i spał

          Ostatnie chwile przed wyprowadzką, koty i kocie bety pojechały na końcu.
W drodze nie obyło się bez rzucania się, kocich ryków, jęków, krzyków, syczenia, buczenia, bulgotania niskim gardłowym głosem i łomotania pazurskami oraz łapskami w klaty :-)

      

    Tu już w nowym miejscu.
Zaleganie na parapecie kocur uskuteczniał, 
"a ty człowieku się uwijaj z tym noszeniem kartonów bo mnie się tutaj nudzi przecież!" :-)
Czesiek wygląda jak Buba Bubczyk nastroszony, Huba Buba Bubczyńska i gruba :-)

Bałagan taki, że mózgownica mała, minął tydzień, a my nadal śpimy na materacu i mieszkamy wśród kartonów, które wiecznie przekopujmy w poszukiwaniu wszystkiego.
Po przyjeździe priorytetem było ustawienie biurka i oczywiście podłączenie kompów :-)

        Gdy tylko przyjechałam zaraz było noszenie pudeł, i bieganie po piętrach w koszmarnym upale.
Luzem leżała niekompletna (bez stelaża) choinka, przeznaczona do wyrzucenia :-( no to złapałam i posadziłam na dracenie siedzącej w wysokiej donicy :-) no i choinka już się dobrze poczuła. 
      Ludzie przychodzili pod dom podziwiać, to błyszczące i skrzące się cudo, w środku lata :-)

      Czerwone obok to grubaśny Bubo-kołek ;-) na donice poprzedniego właściciela - trzeba to wyłamać i spalić bo straszy :-) Jutro zrobię fotę największemu babolowi jaki zostawił stary gospodarz, MASAKRRRRA! :-)
   
       I najprostsze lody świata robione w spartańskich warunkach wykonane.
Wystarczyła:
puszka karmelu, 
duża butla wiejskiej śmietany,
 łyżeczka soli 
i zamrażarka :-)
       Żadnego trząchania piany, cudowania tylko wszystko zamieszałam, potem co godzinkę bełtałam widelcem no i można się było rozkoszować lodami karmelowymi z solą,
       Moje polałam, dla kontrastu smaków, niewielką ilością espresso i te proste lody teraz stały się moimi ulubionymi ukochanymi :-)
       Wcześniej kupiliśmy lody o tej samej nazwie w pudełku, w sklepie, zdały nam się  bardzo smaczne,to zrobiłam sama i jednak porównując do domowych to nie ma porównania :-) rewelka, krótki skład, bez całej tablicy Mendelejewa :-)



       W tym całym, burdello bum bum, nie byłam w stanie znaleźć gałkownicy,
natrafić się za to udało na łyżeczkę do robienia kulek z melona, i BĘC! I powstało całe multum małych kuleczek :-)

piątek, 17 czerwca 2016

Dzisiaj premiera nowego teledysku Dawida - kolejne związki nudne jak makaron z powodu braku sosu ;-P


Co autor miał na myśli:
"Zależało mi na metaforycznym pokazaniu głównego bohatera w relacji z kolejnymi kobietami. Pokazania drogi jaką pokonuje człowiek poszukując miłości, pewnie tej jedynej. To kolejne związki, kolejne relacje, kończące się po to, aby zrobić przestrzeń następnym. Każde spotkanie, każde rozstanie jednak ma wpływ na kolejne. W dość lekki i metaforyczny sposób pokazujemy ten mechanizm".
Ciekawe interpretacje widzów: 

"Kobiety, z którymi się spotyka zamieniają się w makaron, każda kolejna tak jakby zjada makaron w kształcie jaki pozostał po poprzedniej. Ostatni makaron zjadł sam... Moim zdaniem jest to metafora tego, że nie można jednego zauroczenia leczyć kolejnym, że to na nic i trzeba samemu uporać się z własnymi uczuciami" :-)

"Makaron bez sosu/niczego = same węglowodany, seks bez uczuć "syci" - zaspokaja - na krótko jak makaron"

"Samotny stary facet fantazjuje o młodych kobietach mijanych/widzianych na ulicy. Tylko co ten makaron? Makaron symbolizuje chyba miałkość i nudę takiego życia..."

"Autor był napalony i głodny" 

"Z ładnej miski się nie najesz"

"Życie jest jak makaron"  

"Reklama Lubelli?!?"

"Podmiot liryczny jest nieszczęśliwym przez cale życie ubogim człowiekiem, który zwraca się do Absolutu, z pytaniem dlaczego tak ciężki los spotkał go w życiu i dosięgnęła go bieda, tak dotkliwa, że musi jeść tylko i wyłącznie makaron, stąd w piosence często pojawia się wykrzyczane pytanie " Czemu jest mi tutaj aż tak źle ? " " Czemu jest mi tu źle ? ". 
      Jednak ostatnimi czasy jedyną pociechą życiową, jaka pojawia się w jego życiu są rożnego rodzaju piękne kobiety, z którymi się spotyka i uprawia sex (mimo swojej bardzo kiepskiej sytuacji materialnej - podkreślonej przez podawanie każdej dziewczynie makaronu do jedzenia, gdy przychodzi do niego do domu - jedyny posiłek, na jaki przyrządzenie,  nasz podmiot liryczny, stać z powodu jego bardzo kiepskiej sytuacji materialnej). 
   Z racji wspominanego przeze mnie wcześniej uprawiania sexu z pięknymi kobietami i niewątpliwej przyjemności z tego czerpanej przez podmiot liryczny, aby to podkreślić w utworze pojawiają się kolejne zwroty do siły absolutu " Krzywdzisz mnie już mniej, nocą łatwiej mi to przyznać jest ". itd, itd.."

środa, 8 czerwca 2016

pibom!

Cytat dnia:
Wypłynąłem na przestwór traw oceanu
Po drodze minąłem krowę 

Ktoś zapyta co uprawiam?
Kajakarstwo kabłąkowe 



bla bla bla