środa, 21 grudnia 2016
piątek, 9 grudnia 2016
poniedziałek, 5 grudnia 2016
Domowe batoniki "Daim"
przepis znalazłam o tutaj
100 g migdałów
100 g masła
230 g cukru
50 g jasnego miodu
½ łyżeczki soli
250 g mlecznej czekolady
Podłużną formę o wymiarach np. 21x 32 cm wyłożyć papierem do pieczenia.
Migdały pokruszyć w blenderze dość drobno, ale tak by pozostały wyraźne kawałki.
Migdały pokruszyć w blenderze dość drobno, ale tak by pozostały wyraźne kawałki.
Cukier, masło i miód wrzucić do rondla o grubym dnie.
Doprowadzić do wrzenia i gotować na sporym ogniu przez ok. 4 min. Co
jakiś czas zamieszać, pilnując by nic nie przywarło do dna rondla. Masa
lekko zbrązowieje i zgęstnieje do konsystencji miodu.
Zdjąć rondel z palnika. Wsypać sól i migdały. Wymieszać. Postawić znów na palniku i podgrzewać kolejne 3-4 minuty.
Następnie wylać powstałą masę do przygotowanej wcześniej foremki,
równomiernie rozprowadzić łyżką.
Pozostawić do lekkiego przestygnięcia na ok 3-4 min i pokroić na batoniki.
Nie wolno czekać zbyt długo bo masa błyskawicznie zastyga.
Pozostawić do lekkiego przestygnięcia na ok 3-4 min i pokroić na batoniki.
Nie wolno czekać zbyt długo bo masa błyskawicznie zastyga.
Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej.
Każdy batonik maczać w roztopionej czekoladzie i odkładać na kratkę do zastygnięcia.
Schłodzić w lodówce przez kilka godzin.
Schłodzić w lodówce przez kilka godzin.
.......................................................................................................................
Zrobiłam identycznie jak w przepisie tylko mleczną czekoladę zamieniłam na gorzką by aż tak słodko nie było :-) i teraz mam moje ukochane szwedzkie batoniki w ilości hurtowej, he he, z podwójnej porcji od razu strzeliłam by się nie rozdrabniać :-)
Wyjęte z lodówki to i rosą się pokryły niewielką
Wyjęte z lodówki to i rosą się pokryły niewielką
sobota, 3 grudnia 2016
Wooow!!!
Marzenie każdej blogerki kulinarnej
Gęba sama się to uśmiecha, to rozdziawia w zachwycie :-)
Cena bagatela... 18tys,, aaaaaa, pomocy!!!
i nawet jest różowa wersja, padłam :-)
Koty psoty :-)
Rankiem się budzę i wita mnię, przez balkon kuchenny, widok lewitującej choinki,
oczy przecieram, rzeczywiście wisi :-)
Po wielkich bojach ze ścianami jest cegiełka gotowa, taaaa daaaam!
Wreszcie mam kuchnię :-)
Pierwsze pomieszczenie gotowe :-) i koty je przejęły.
Obok kota prawdziwa styrana cegła biała.
Dużo mam takich prawdziwych, ciężkich cegieł i bardzo bym chciała postawić je bokiem by tworzyły gustowny parapecik ;-P
No zobaczymy jak na razie są protesty, i tą jedną cegłę, wnoszę to znów wynoszę poza obręb mieszkalny :-)
W sypialni krata gotowa i panele czekają na swoją kolej.
Dzisiaj już przedpokój opanelowany został, reszta pomieszczeń czeka na lepsze czasy, znaczy mniej leniwe, a bardziej pracowite, haha! :-)
Późną nocą, w międzyczasie i w biegu skonstruowałam kokosanki i szarlotkę
wymyśliłam górę kwiatami obsypaną, ot tak na przekór pogodzie ;-)
Niestety ciasto wyrobione było przez zupełnie kogoś innego, skład też nieciekawy bo z proszkiem :-(
Projekt i wykonanie ciasta moje, tyle, że całość nieplanowanie się rozrosła urosła i zlała w nieciekawą maź, hy hyy!
Pyszne ponoć było.
Aaaa i foty już po ciumoku, z zachłannymi nożami i widelczykam,i nad głową machającymi robione :-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

































