Moja największa radość wyczekiwana, płyta, w wersji limitowanej, z moim Podsiadełkiem kochanym :-) A w pudełeczku cudeńka: płyta, karteczki z odręcznymi tekstami utworów, karta z usb z dodatkowymi utworami i wąsikami Podsiadłowymi :-) badzik i tatuaż z Dawidem.
Druga niespodzianka to "Feblik" M. Musierowicz, czyli nowość dla wszystkich zagorzałych fanek i fanatyczek Pani M.M :-)
I co zabawne i niesamowite, obie publikacje, miały premierę 6 listopada :-)
Więc czego chcieć więcej!? Ja już niczego do szczęścia nie potrzebuję, te prezenty przebiły wszystko, to jest mój Mikołaj i moja gwiazdka, o! :-)
W offisie ;-) pod półką, nazbierały się obok siebie trzy komputerki.
Najpierw położyłam, na nich, kotowym, stary gruby wełniany koc. Potem z boku dołożyłam koc polarowy, by tyłki i boczki kocie, nie lądowały oparte na nogach maszyny, i nie marzły.
Później doszedł kożuszek jako przykrywka na kocie grzbiety. Zazdrość, zazdrość!!! :-)
Jak ja bym chciała poleżeć na takim legowisku, mmm, tyle, że się nie mieszczę w całości w to ciepłownicto kotowe :-(
Holender, a mnie zimno, znów kaloryfery wyłączyli niedobrusy grzewcze!
O o, jak się rozwala, myje i kokosi! :-)
A tu winowajca, który po dokonaniu przestępstwa
szybko i sprytnie schował się, przed burą i łajaniem,
pod fotel i do worka po żwirku, by było bezpieczniej :-)
Śniadanie - jajka sadzone, na pieczarkach z cebulką+szczypiorek,
do tego pomidory z zieloną pietruszką i dużą ilością oliwy z oliwek - które nie załapały się na fotkę
Danie miało być wykonane na parze, niestety nie mogłam skorzystać z bambusowego garnka do parowania gdyż skończył się pergamin, którym powinno się wyłożyć dno takowego naczynia.
W roli garnka wystąpiło sitko do wyrobu szpetzli :-)
Pierwszą warstwą było 6 pieczarek, pokrojonych w grube plastry, na to ułożyłam warstwę warzyw
i rybkę surową jeszcze zamrożoną,
delikatnie posoliłam i posypałam chilli
10 minut parowania i gotowe danie polałam oliwą z oliwek :-)
Podczas diety hashimotowej powinno się spożywać 3 łyżki oleju kokosowego nierafinowanego dziennie. Trudno czasem wkomponować ten tłuszcz w posiłki i się go całkowicie w diecie pomija, a nie powinno się dopuścić do tego ;-)
Dlatego wymyśliłam mieszankę: olej, kurkuma i miód, całość zalałam 1/2 szklanki gorącej wody, wymieszałam do rozpuszczenia się tłuszczu i szybko wypiłam :-)
Kolacja za tobyła rozpustna i kaloryczna, słodka jak diabli gruszka i banan :-)
Składniki: 200g czekolady mlecznej 100g czekolady gorzkiej 1/4 szklanki cukru pudru 1/2 szklanki masła orzechowego szczypta soli 1 łyżeczka pasty waniliowej lub jedna laska wanilii (wyskubać nasionka z całej laseczki)
Na filmiku metoda jak to zrobić :-)
Moje czekoladki robiłam w foremce do lodu, i te czekoladki są malutkie na jeden kęs ;-) Gdy zabrakło miejsca w foremce zrobiłam kilka w papierkach do muffinów. Nie mam stosownych narzędzi więc całość wykonałam przy pomocy małej łyżeczki, oj przydałby się maleńki pędzelek z silikonu, moje duże nijak się do tych czynności nie nadają :(
30 minut i roboty wraz z oczekiwaniem aż porządnie zastygnie czekolada i można się poczuć jak amerykanin albo nawet i jak amerykanka, znaczy jak tapczan :-)
Czekoladki mega super hiper wypasione i pyszka, słony smak, przełamany słodką czekoladą.
No i nie byłabym sobą gdybym nie pomarudziła ;-P dla mnie jednak były zbyt słodkie następnym razem zrobię w samej gorzkiej czekoladzie :-)
V. po ugryzieniu, zerwał się wraz z całym biurkiem i wykrzyknął w zachwycie "KOCHAM CIĘ!!!!" aż się wystraszyłam, haha.
Dla Niego te czekoladki były niespodzianką, zrobiłam cichaczem gdy obiad konsumował, hyhy, więc się nie spodziewał takiego deseru :-)
Wniosek: jak mężczyźnie niewiele potrzeba by mógł poczuć się jak w niebie, my kobiety za to wybredne jesteśmy za bardzo :-)
Czekoladki po wyjęciu z lodówki
Duży format
i maleńkie
te czarne kropki to nie mrówki, a moja laska, waniliowa znaczy :-)
zdjęcie oryginału
A to nie, to nie ciasteczko, a sos z kaczki zamrożony