niedziela, 22 listopada 2015
piątek, 13 listopada 2015
Falafele z ciecierzycy i suszonego bobu
Cytat dnia:
"Zgadzam się , kicz. Ale jeden wniosek wyciągnąłem: umięśnione ciało mężczyzny jest dużo ładniejsze od kobiecego (umięśnionego). Baba ma być gładka i mięciutka :)"
Roboty nad tym od groma,
huh, przepisu mi się nie chce nawet wpisać,
może jutro :-)
"Zgadzam się , kicz. Ale jeden wniosek wyciągnąłem: umięśnione ciało mężczyzny jest dużo ładniejsze od kobiecego (umięśnionego). Baba ma być gładka i mięciutka :)"
Roboty nad tym od groma,
huh, przepisu mi się nie chce nawet wpisać,
może jutro :-)
poniedziałek, 9 listopada 2015
Naturalna, domowa chałwa słonecznikowa
Po chałwach sezamowych pokusiłam się na chałwę ze słonecznika i to był rewelacyjny pomysł. Smak niebanalny :-) za to przygotowanie i składniki banalne, czas wykonania - 5 minut :-)
słonecznik łuskany
miód najlepiej ze znajomej pasieki
bakalie
Słonecznik lekko podprażam na suchej patelni, studzę go, mielę w młynku lub melakserze.
Następnie mieszam z miodem, długo mieszam tak by się całość zestaliła i przypominała plastelinę, sklejam byle jak w nieregularną kulę, układam na folii i wałkiem rozprasowuję na grubość około 1,5-2cm, posypuję bakaliami, najładniej wyglądają pistacje, dodać można orzechy ziemne, rodzynki, żurawinę.
Jako że wszystkie orzechy zostały pożarte dałam jedynie rodzynki.
Pomagając sobie folią zrobiłam roladkę, mocno ją ubijam i turlam jak kiełbaskę, potem lekko przygniotłam od góry, zawinęłam szczelnie w folię i odłożyłam do lodówki by stężała i zrobiła się twardsza. Po 30 minutach już można pokroić w idealne plasterki.
Chałwa jest genialna, bez cukru glukozowo-fruktozowego, mąki i innych sztucznych wspomagaczy smaku, samo zdrowie, na zdrowie :-) Tylko najgorsze jest to, że znika szybciej niż się ja robi :-)
Chałwa zniknęła w mgnieniu oka, więc na drugi dzień zrobiłam sezamową to i zdjęcia sezamowej zamieszczam :-)
słonecznik łuskany
miód najlepiej ze znajomej pasieki
bakalie
Słonecznik lekko podprażam na suchej patelni, studzę go, mielę w młynku lub melakserze.
Następnie mieszam z miodem, długo mieszam tak by się całość zestaliła i przypominała plastelinę, sklejam byle jak w nieregularną kulę, układam na folii i wałkiem rozprasowuję na grubość około 1,5-2cm, posypuję bakaliami, najładniej wyglądają pistacje, dodać można orzechy ziemne, rodzynki, żurawinę.
Jako że wszystkie orzechy zostały pożarte dałam jedynie rodzynki.
Pomagając sobie folią zrobiłam roladkę, mocno ją ubijam i turlam jak kiełbaskę, potem lekko przygniotłam od góry, zawinęłam szczelnie w folię i odłożyłam do lodówki by stężała i zrobiła się twardsza. Po 30 minutach już można pokroić w idealne plasterki.
Chałwa jest genialna, bez cukru glukozowo-fruktozowego, mąki i innych sztucznych wspomagaczy smaku, samo zdrowie, na zdrowie :-) Tylko najgorsze jest to, że znika szybciej niż się ja robi :-)
Chałwa zniknęła w mgnieniu oka, więc na drugi dzień zrobiłam sezamową to i zdjęcia sezamowej zamieszczam :-)
Aaaa, i czas przygotowania takiej chałwy to aż 5 minut :-)
Rozwałkowanie masy na woreczku foliowym
Zwijanie woreczkiem roladki
No i tak to wyszło
znów zawijam i staram się ukształtować idealną
A tu produkt finalny na chwilę ląduje w lodówce,
chwilka czasem krótsza, czasem dłuższa, no raczej bardzo krótka :-)
Smak obłędny :-)
Kaczka jesienna z jabłkami
Przywitał mnie bardzo pochmurny poniedziałek, deszcz, mglisto, bryh!
Ale, że w niedzielę kupiłam kaczuchę, która czekała na mnie przez noc w lodówce od razu mi się humor poprawił, i nie sposób było wytrzymać żeby nie dobrać się do tej kaczuszki :-). Rano, gdy tylko wstałam, czyli po południu, wzięłam się za ptaszynę. Od pierwszych chwil w piecu zapach był obłędny, i jak tu wytrzymać przez 2,5 godziny w tej woni cudownej, ale jakoś dałam radę :-)
2-2,5kg kaczki
4 duże zęby czosnku
2 duże kwaśne jabłka (szara reneta albo granny smith)
sól
majeranek
pieprz
Kaczkę natrzeć, przeciśniętym przez praskę, czosnkiem, oprószyć solą, pieprzem i majerankiem.
Zawinąć w folię i zostawić w lodówce na noc, a jeszcze lepiej na 24 godziny.
Następnego dnia, rozgrzać piekarnik do 140 stopni i zabrać się do przygotowania nadzienia.
Kilka kwaśnych jabłek (szara reneta) obrać, pokroić w ósemki, można tez pokroić w kostkę. Jabłka posypać majerankiem i lekko sola i włożyć do tuszki kaczki.
Piec przez godzinę, od czasu do czasu polewając kaczkę powstałym tłuszczem. Po godzinie przewrócić ptaka na drugi bok, po drugiej godzinie pieczenia ułożyć w naczyniu, z pieczącą się kaczką, kawałki cebuli, selera naciowego, podgotowanych na półmiękko ziemniaków lub innych warzyw i owoców i piec jeszcze przez 20-30 minut przestawiając temperaturę na 220 stopni.
Gdy kaczka jest gotowa, wyłączyć piekarnik i zostawić w nim kaczkę na 15 minut.
Ale, że w niedzielę kupiłam kaczuchę, która czekała na mnie przez noc w lodówce od razu mi się humor poprawił, i nie sposób było wytrzymać żeby nie dobrać się do tej kaczuszki :-). Rano, gdy tylko wstałam, czyli po południu, wzięłam się za ptaszynę. Od pierwszych chwil w piecu zapach był obłędny, i jak tu wytrzymać przez 2,5 godziny w tej woni cudownej, ale jakoś dałam radę :-)
2-2,5kg kaczki
4 duże zęby czosnku
2 duże kwaśne jabłka (szara reneta albo granny smith)
sól
majeranek
pieprz
Kaczkę natrzeć, przeciśniętym przez praskę, czosnkiem, oprószyć solą, pieprzem i majerankiem.
Zawinąć w folię i zostawić w lodówce na noc, a jeszcze lepiej na 24 godziny.
Następnego dnia, rozgrzać piekarnik do 140 stopni i zabrać się do przygotowania nadzienia.
Kilka kwaśnych jabłek (szara reneta) obrać, pokroić w ósemki, można tez pokroić w kostkę. Jabłka posypać majerankiem i lekko sola i włożyć do tuszki kaczki.
Piec przez godzinę, od czasu do czasu polewając kaczkę powstałym tłuszczem. Po godzinie przewrócić ptaka na drugi bok, po drugiej godzinie pieczenia ułożyć w naczyniu, z pieczącą się kaczką, kawałki cebuli, selera naciowego, podgotowanych na półmiękko ziemniaków lub innych warzyw i owoców i piec jeszcze przez 20-30 minut przestawiając temperaturę na 220 stopni.
Gdy kaczka jest gotowa, wyłączyć piekarnik i zostawić w nim kaczkę na 15 minut.
piątek, 6 listopada 2015
czwartek, 5 listopada 2015
wtorek, 3 listopada 2015
Moje zakupy w Chinach i kolorowe takie tam do jedzenia :-)
No i przeszły Helołiny, eh! A ja nie postraszyłam nic, a nic :-(
Rozchorowałam się i nie było komu wyć i się miotać opętańczo krwią bryzgając.
Nawet siły nie miałam by miotły dosiąść.
V. się zapytał kilka razy gdzie się tak przepięknie zaprawiłam, i gdy, już leżąc i kurując się sokiem z malin, pokręcił głową i znów padło pytanie to pękłam.
Przyznałam się, że była śliczna pogoda, słońce, ciepło, i już ciut mnię gardło pobolewało, i se kupiłam zimniusie, prosto z chłodziareczki, smoothie marakujowo-mangowe ;-) Pyszne, moje ulubione i bez konserwy, cukrów i słodzików :-)
Zimne było, nawet bardzo, to wyssałam buteleczkę do dna, na powietrzu i tak doszło do tego niepotrzebnego nikomu chorowania.
No to kicham, kwękam, z nosa woda ciągle ciurczy. Ratunkowo mam przy ręce i przy nosie olej z norki.
Jakież to cudowne smarowidło, ratuje mój nos wytarty do cna i popękane usteczka krwawiące, hłe hł, helołinowe takie! :-)
Eh, człowiek duuurnyyy!
Na pocieszenie, śniadanie stanowiła mała sałatka z pomidorków, do której dodałam mozzarellę grzesząc nabiału kawałkiem.
Nooo, zobaczymy, jak po pół rocznym odwyku od tego białego świństwa ,organizm zareaguje.
Miałam nadzieję, że będzie mi to wszystko bardziej smakowało, chyba się zupełnie odzwyczaiłam, i dobrze, bo kusić zło nie będzie ;-P
A rano, po dłuuugim oczekiwaniu, przyszedł telefoniczek piękny z Chin :-)
Przyleciał, przypłynął, przytruchtał, przyczłapał i zasapał.
Land Rover Discovery V8
Przyleciał, przypłynął, przytruchtał, przyczłapał i zasapał.
Land Rover Discovery V8
Ależ on ładniutki, tylko trzeba będzie go nieco podniszczyć i sczochrać by wyglądał bardziej lajtowo, hy hyy :-)
Jak na razie jestem bardzo zadowolona,
zdjęcia robi beznadziejne, ale w końcu to nie aparat z obiektywem, a kawałek plastiku z mikro szkiełkiem, więc nie wymagam cudów, od takiego sprzętu absolutnie.
Telefon ma nadawać i odbierać połączenia i to robi doskonale czyli spełnia to co do niego należy. Aaaa, i karta do internetu Aero nie działa w tym telefonie, i to lepiej, bo internet kusić nie będzie niepotrzebnie :-)
Mimo sporych gabarytów świetnie leży w malutkiej łapce, jest milusi w dotyku, taki gumiasty, mmmm :-) Cudeńko moje. No nadzieję miałam na kolor bardziej paściasty ale trudno, przeboleję ;-P
Kabel do ładowarki śmieszny, gruby jak do telewizora :-)
aaa, i słuchawki do niczego, najgorsze barachło, ale to nic, z tego się nie strzela, to nie sprzęt dla audiofila, a telefon dla wojska, rolnictwa i na budowę czyli właśnie szczególnie przeznaczony dla mię, wiotkiej, małej zielonej żapki :-)
Orzechy dobrze łupie, da się przybić nim gwoździa, lecz jeszcze nie przeszedł próby wody i lodu czyli zamrożenia w naczyniu wypełnionym wodą :-)
No tak, hyh, zapomniałam nim walnąć o beton z 3 piętra :-( no chora jestem, mogłam w końcu zapomnieć :-)
Mam pomysł, pogotuję w garnku i usmażę na patelni, to będzie jazda! ;-P I jaki zapach!
Czeka go jeszcze wiele prób, jutro wgram książki do słuchania i dzwoneczki do dzwonienia, które zrobiłam z ostrych kawałeczków "Curly Heads" - aż cała chodzę, tak pobudzają, do pogowania w siadzie za biurkiem i kiwania się jak stary baniak, idealnie doskonałe.
No i ma dzyndzla, a dzyndzel najważniejszy. Sie buja sie, szekla działa, kompasik raczej w celach ozdobnych niż nawigacyjnych ale jest dobrze.
Trzeba jeszcze będzie uszyć ubranko ślicznocie na chłodniejsze dni.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















